w kaegorii: Testy i recenzje, dłuższa lektura

Jeśli ktoś używa notebooka nie tylko jako rozwiązanie mobilne, ale również jako komputera stacjonarnego, przy czym w drugiej opcji trybu pracy monitor notebooka nie wystarcza, na pewno zacznie się rozglądać za czymś dodatkowym.

W przypadku MacBook’ów (Pro) rozwiązanie wydaje się być jedno - Apple Cinema Display (dalej “ACD”), ale czy na pewno jest to jedyne słuszne rozwiązanie?

Na pewno ACD jest najlepiej pasującym wyglądem monitorem (bijącym na głowę design monitorów innych marek), spełniającym wszelkie wymagania jeśli chodzi o funkcjonalność, jakość i parametry. Na pewno jest też najlepiej skalibrowany i najwierniej pokazuje nam obraz. Na pewno też… sporo kosztuje. Niektórzy wobec ostatniego argumentu mogą sobie pozwolić na przejście obojętnie, jednak większość (w tym ja) musi się zastanawiać nad rozwiązaniem alternatywnym.

Zgodnie z tradycją opiszę historię kupna monitora zewnętrznego dla MacBook’a Pro  na własnym przykładzie, z góry podkreślając, że tekst (jak każdy inny na AppleArt) nie jest sponsorowany.

Do czasu zmiany, pracowałem na zewnętrznym monitorze od BENQ o rozmiarze 19” (5:4 - 1280×1024). W miarę dobrze służył jako zewnętrzny dodatkowy, była również możliwość ustawienia go jako monitora głównego, ale nie zrobiłem tego z przyczyn leżących poza dyskusją ;). Od dawna ostrzyłem zęby na ACD 23” z serii całkowicie aluminiowej (nie najnowszej) jednak co chwila odkładałem plany zakupu na bliżej nie określone “później”.

Cena nowego takiego to ~3000 zł, używany średnio jakieś 700 zł mniej. Najnowszy model to pewnie koszt nie mniejszy niż 2500 zł, poza tym są duże wątpliwości, czy będzie możliwość zastosowania ich z innymi komputerami niż wyposażone w złącze Mini Display Port.

Ostatnio pojawiła się potrzeba oddelegowania monitora do PieCa moich rodziców, więc to dobra okazja, żeby jednak ziścić plany zakupu nowego.

Nie miałem jednak zamiaru w tej chwili wydawać pieniędzy na ACD, więc postanowiłem poszukać czegoś alternatywnego. W związku z tym, że nowy monitor miał być choć odrobinę “podobny” do ACD, postawiłem następujące kryteria wyboru: ekran 24” w proporcji 16:10, rozdzielczości 1920×1200 (HD); przyzwoite kąty widzenia, dobra jasność (>250 cd/m2). Bardzo ważnym czynnikiem w wyborze był wygląd monitora. Wątpiłem, że jakikolwiek spełni moje wymagania pod tym względem. Pominę może całą resztę i powiem, że najszybciej i najbardziej przypadł mi do gustu Samsung SyncMaster T240HD. Muszę przyznać, że Samsung nie tylko w dziedzinie monitorów postawił na naprawdę ładne wzornictwo.

Od tego momentu możecie ten tekst traktować jako recenzję tego monitora, gdyż to właśnie na niego padł mój wybór.

Wygląd

Skoro uczepiłem się wyglądu to opiszę go dokładniej. Obudowa jest w kolorze “czarnym”, tak przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości nie jest to doskonale czarny. Właściwie to bardzo ciemny kolor bordowy, RGB(16,2,2) - że tak sobie pozwolę zdefiniować :). Dolna ramka monitora to gradient w kierunku już nie tak ciemnego bordowego.  Samsung stoi na eleganckiej, stabilnej stopie, całość natomiast oprócz matrycy jest błyszcząca jak ogólnie znana i modna “czerń fortepianowa”. Od góry i od dołu, a także w nieznacznym stopniu po bokach, przyozdobiony jest przeźroczystą częścią tego samego tworzywa, z którego jest wykonany (jakieś skojarzenia?). Z uwagi na dobrą jakość, nazwanie tego tworzywa ‘plastikiem’ nie przystoi ;). Ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne, monitor jest nietuzinkowy, piękny i elegancki. Wygląd ten ma swoje wady - niesamowicie widać na nim kurz i odciski palców. O ile odciski palców pojawiają się rzadko, gdyż nie mam zwyczaju przestawiać ani dotykać monitora, to częste wycieranie kurzu będzie konieczne. Producent dołącza z monitorem ściereczkę z mikrowłókien, więc z wyborem środka do czyszczenia nie będzie problemu.

Wykonanie

Część o wykonaniu a właściwie o jego powiązaniach z wyglądem opisałem przed chwilą. Trzeba jednak podkreślić jeszcze raz, że tworzywo z jakiego jest wykonany jet na prawdę bardzo dobrej jakości. Trzy osobne części w jakich wyjmujemy go z pudełka, spasowane są z dokładnością równą tej, jaką reprezentują produkty od Apple. Wobec powyższego, poruszanie czy regulowanie ustawienia monitora nie powoduje trzeszczenia. Może w pewnym momencie by zaczął trzeszczeć, jednak nie biorę pod uwagę innych czynności nie wynikających z normalnego użytkowania.

Funkcje

Tak się składa, że model T240HD to nie tylko monitor, ale też telewizor HDTV, jednak nie mam zamiaru tzn. czasu i palącej potrzeby rozważać możliwości ciągnięcia na lewo sygnału z n-boxa działającego z telewizorem w innym pokoju, z resztą odległość jest taka, że na kabel HDMI wydałbym tyle co na nowy abonament przez pól roku :P. Tak czy siak posiada szereg złączy: DVI-D (w moim użyciu), D-Sub, Scart(Euro), Component, 2xHDMI, wejście i wyjście audio zwykłe i optyczne oraz zupełnie nieprzydatny w Polsce - common interface.
Póki co w 100% będę używał go jako monitora, a gdy pojawi się potrzeba obejrzenia TV, nie będzie problemu. 

Obraz

Matryca jest matowa, co zapewne uciszy osoby, które z reguły mają monitor umiejscowiony frontem do okna, lub w innym miejscu podatnym na refleksy świetlne lub też wszystkie podzielające regułę matowa=profesjonalna.

Osobiście posiadam monitor ustawiony bokiem do okna, więc nawet jeśli matryca byłaby błyszcząca, to nie byłoby to problemem i tak jak teraz oceniam ekran po innych aspektach niż jego matowość.

Ponieważ nie mam urządzeń do pomiaru podświetlenia w różnych obszarach ekranu ani kalibratora, będę porównywał obraz z tym uważanym przeze mnie za idealny czyli ekranem mojego MBP. 

Domyślny profil koloru po podłączeniu SyncMaster-a do komputera to (a jakże) SyncMaster. Próbowałem zastosować też AdobeRGB oraz AppleRGB, między którymi na tym monitorze nie ma różnicy, za to dają większą rozpiętość tonalną niż domyślny profil, Wobec powyższego zamiast domyślnego używam Apple RGB. Jeśli chodzi o ustawienie sprzętowe w menu monitora, najlepiej jest zastosować tonację normalną. Jasność ekranu trzeba raczej zmniejszyć i ręcznie regulować do oświetlenia w pomieszczeniu. Tak ustawiony programowo i sprzętowo obraz, uznaję za najbardziej zbliżony do obrazu MBP więc i nie przekłamuje kolorów.

Jeśli chodzi o rozpiętość kolorów to znakomitym testem jest widoczność wzorów headera AppleArt oraz tego co jest pod nim. Przyznam szczerze, że w SyncMasterze obszar ten jest widoczny nieznacznie mniej wyraźnie niż w MBP.

Chciałbym podkreślić, że zanim zechcemy sprawdzać jak nasz monitor wyświetla header AappleArt, warunkiem prawidłowego widzenia tego obszaru strony jest stosowanie współczesnych przeglądarek internetowych, tzn. wszystkich poza IE6 i wcześniejszymi.

Kąty widzenia są oczywiście mniejsze niż w MBP, jednak mimo wszystko zniekształcenie kolorów w kierunku przeciwnych barw nie jest zauważalne. W pionie natomiast da się zauważyć rozjaśnienie i ściemnienie dla patrzenia odpowiednio z góry i z dołu. To w ekranach LCD normalne, w SyncMaster występuje tak samo jak wszędzie, oprócz ekranu MBP i pewnie innych profesjonalnych ekranach zastosowanych w monitorach od Apple.

 

Działanie

W codziennym użytkowaniu nie przeszkadzają wyżej przedstawione cechy, natomiast nie byłoby tego akapitu, gdyby nie pewna denerwująca cecha.

Jeśli monitor zostanie uśpiony w wyniku odpowiedniego czasu bezczynności komputera lub z polecenia, powrót do obrazu trwa 20 sekund(sic!) łącznie z przeładowaniem Mac OS X między trybami ekranów, gdyż system jest już w stanie “pomyśleć”, że monitor został jednak odłączony.

Z tego powodu zmuszony zostałem wyłączyć opcję wygaszania ekranu. Pewnie to wszystko z powodu wbudowanego tunera TV, mam jednak nadzieję, że znajdzie się kiedyś jakieś sensowne rozwiązanie.

Podsumowanie

Monitor świetnie sprawdza się jako ekran główny, w czasie, gdy ekran MBP mam do dyspozycji jako obszar na Inspektory programów, okna z narzędzimi itp. Jeśli ktoś szuka alternatywy dla “jedynego słusznego” monitora zewnętrznego dla Mac-a, warto by zwrócił uwagę na ten egzemplarz. Cena jest znacznie niższa, za to możliwości i jakość ekranu nie są tak bardzo odbiegające od Apple Cinema Display. Cena jest znacznie niższa a wygląd mimo, że z innej beczki niż ACD, jest jednak pełen piękna i elegancji, więc interfejs Mac OS X nie wygląda na ekranie tego monitora jak król na taborecie ;), za to prezentuje się bardzo naturalnie i szlachetnie.

Osobiście z tego wyboru jestem zadowolony, gdyby nie ostatnia przypadłość z długim budzeniem, byłbym nawet bardzo zadowolony. Jeśli chodzi o referencje, z czystym sumieniem, ale bez zaciętego zachęcania, mogę go polecić.

Autor wpisu: Przemek Witkowski | data publikacji: 30 listopad 2008 | 19:11


Śledź komentarze za pomocą RSS
Jeśli chcesz widzieć avatar przy własnym komentarzu, zarejestruj się na avatars.pl, w polu e-mail wpisz adres użyty podczas rejestracji.

4 komentarze(y) do “Jeśli nie Apple Cinema Display, to co?”

Napisz co o tym sądzisz...