
Dziś wpadłem na pomysł aby opisać najprawdziwszą historię przesiadki na Maca zaczerpniętą z mojego własnego przykładu. Zapraszam do lektury.
Tak, to prawda. Nie jestem użytkownikiem Mac-a od niepamiętnych czasów, pamiętającym tak tradycyjne wersje Mac OS jak choćby 8 czy 9. Nie bylem dumnym członkiem nurtu Power PC. Dlaczego? Otóż w tych czasach nie miałem zielonego pojęcia o Mac-ach. Wiedziałem, że istnieje firma Apple, że produkuje komputery i stworzyła pierwszy graficzny interfejs użytkownika. Niestety nic poza tym.
Zielone pojęcie o Apple
Pierwszy raz przeczytałem o Apple w wydawanym, w czasie mojego uczęszczania do podstawówki, “Świecie Wiedzy”.

Skan “Świat Wiedzy” dział “nauka i technika”
Do dziś mam jeszcze 8 segregatorów tej zbieranej “encyklopedii”.
Kolejny raz przeczytałem o komputerach od Apple w 1999 roku, kiedy wyszła linia 5-kolorów iMaca.
Chętnie przeczytałbym jeszcze raz artykuł o nich, który znalazł się wtedy w SuperExpressie, kiedy nie był bulwarówką. Z opisu wynikało, że jest to komputer przełomowy. Fakt był, gdyż pokazał, że komputer to niekoniecznie rozdzielona jednostka z monitorem, nawet jeśli monitor miałby na niej stać.
Widać powrót Steve’a Jobs’a i reorganizacja w Apple dała tak głośny marketingowy odzew, że nawet ja, użytkownik swojego pierwszego PC-ta, usłyszałem o tej firmie i iMac-u.
Były to jednak czasy, gdzie w szkole, w której się uczylem rządziły PieCyki z Pentium200 z Windowsem’95 na pokładach, a mój domowy PII z 64MB RAMu, 15-gigowym dyskiem i grafiką nVidii (Riva TNT2), był godnym pozazdroszczenia cackiem. Mam go do dziś (co prawda zmodernizowany) a nawet się czasem włącza.
Przez cały czas byłem zapartym wojownikiem. Wojownikiem dla tego, bo użytkowanie Windows trudno nazwać beztroską zabawą. Zewsząd niebezpieczeństwa w postaci nieoczekiwanego braku odpowiedzi ze strony Word’a po niezwykle zasobożernej operacji sprawdzania pisowni. Rozsypka przyporządkowania plików .jpg do jakiegokolwiek programu po deinstalacji Internet Explorera na rzecz Netscape itp. itd.
Wszystko dzięki Windows Vista?
Ponieważ nie mam zamiaru wylewać swoich frustracji przejdę od razu do ostatnich miesięcy roku 2006. Wtedy u mnie rządził PC w Windows XP na pokładzie. Zewsząd dochodziły do mnie zapowiedzi o cały czas odsuwającej się premierze rewolucyjnego systemu operacyjnego Windows Vista. W moich oczach nadchodzący ideał. Pełen rewolucyjnych rozwiązań, niezawodny, przestabilny i super wyglądający.
Naprawdę - takie było wtedy moje zdanie.
Jako, że lubiłem modyfikacje wyglądu w systemie, byłem na bieżąco z zainstalowanymi paczkami modyfikującymi XP tak, by wyglądał jak Vista (i uruchamiał się 2 minuty :P).
Wówczas nie przeszkadzało mi, że wydawane publiczne wersje beta nie chciały się instalować np. na notebooku z 256MB RAM (bo nie!). Czekałem na wydanie Visty z niecierpliwością i już przymierzałem się do kupna nowej konfiguracji komputera skrojonej pod niemało wymagający, ale jakże niesamowity system (C2D1.8MHz, 2GB RAM, 250GB HDD, GeForce 7300GT) kosztującej wtedy około 3400 zł.
W początku roku 2007 doszedłem do wniosku, że będzie mi potrzebny jednak notebook. Przejrzałem niemal wszystkie konfiguracje. Trafiłem też na MacBooki (w tym Pro). Przyjrzałem się im, ale nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia (poza wyglądem oczywiście). Ponadto odczytanie ceny sprawiło, że nie myślałem o tych komputerach jako o celu zakupu, niemniej jednak postanowiłem dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Nie było wtedy w moim otoczeniu osoby, która powiedziałaby mi w czym rzekomo komputery z jabłuszkiem są dobre, albo po prostu lepsze od pozostałych. Takich informacji musiałem poszukać sam.
Odwiedziłem YouTube i wpisałem frazę “Vista vs. Mac”. Pierwszym rezultatem wyszukiwania okazał się krótki acz treściwy film David’a Pogue z NYT
Hmm… Co? Że jak..? A to dobre sobie :).
Postanowiłem obejrzeć jeszcze raz.
Yyyyy…. no dobra, przypuśćmy, że ma rację, w końcu to nie dziennikarz z czasopisma wymyślającego odwiedziny UFO i płacącego 100 zł zagubionym ludziom za pozowanie do fotografii z palcem pokazującym niebo.
Obejrzałem zatem kolejny rezultat wyszukiwania, a raczej klip tematycznie powiązany…
No nieźle. To przecież skandal i żenada, tyle że w całości po stronie giganta z Redmond.
Ponieważ zarówno pierwszy jak i drugi film były zabarwione humorystycznie, stały się łatwo przyswajalne i chętnie je obejrzałem chyba jeszcze dwukrotnie.
W ten oto łatwo przyswajalny sposób prysł mit rewolucyjnej Visty.
Co to je i czym to się je…
Obejrzałem jeszcze kilka porównań szybkości uruchamiania się, pracy, zamykania Mac-ów z PC. Jak by to było zaskoczeniem - 10:0 dla Mac-a :). Doszedłem do wniosku, że warto przyjrzeć się tej platformie jeszcze dokładniej a nawet zrewidować swoje plany zakupu nowego komputera.
Prezentacja porównująca Mac OS X i Vistę okazała się częścią tak zwanego keynote podczas WWDC2006, którą mogłem później w częściach obejrzeć na YouTube. Przy okazji dowiedziałem się co to jest WWDC (World Wide Developer Conference) i na czym polega. Mimo że keynote łącznie trwał około 1,5h, obejrzałem go z zaciekawieniem. Szczególnie prezentację nowej wersji Mac OS o nazwie Leopard. Opisany wówczas Time Machine, Spaces, Front Row, Spotlight, Core Animation, Dashboard z WebClip i inne możliwości, wywarły na mnie ogromne wrażenie. Na stronie Apple była swego czasu strona Leopard Sneak Peak czyli prezentacja kilku (~8) nowości zaprezentowanych wcześniej na WWDC2006. Notoryczne oglądanie ich powoli zaczęło nakręcać mnie do zmiany platformy na Apple.
Dalsze poznawanie i wstępne plany
Najtańszym dostępnym notebookiem Apple z Mac OS X był biały MacBook (tak jest z resztą do dziś). Wpisując w Google frazę “MacBook test” zostałem ponownie odesłany do YouTube, gdzie mogłem się przekonać jakie “moce przerobowe” kryją się w tym zwiewnie wyglądającym notebooku
Dobrze zindeksowany wtedy okazał się również polski tekst, którego już niestety nie ma :(. Mowa o bogato ilustrowanej pierwszorzędnymi zdjęciami recenzji białego MacBooka na fotograficznym blogu Studia Macgal, który obecny jest dziś pod innym adresem. Dostępną wtedy recenzję przeczytałem chyba z 10 razy (sic!) nakręcając się powoli i nieodwracalnie na zakup tego cacka :).
Kwiecień ’07 zakończyłem postanowieniem odkładania funduszów na ten cel. Międzyczasie przeczytałem też testy-recenzje pierwszego MacBooka Pro na Intelu (obiektu jedynie moich marzeń), iMac-a 24” oraz porównanie “białej i czarnej owieczki” (MacBooka białego i czarnego). Mam nawet zachowane zdjęcia z wszystkich recenzji. Na szczęście zrobiłem to zanim blog zniknął i mam nadzieję, że mogę je sobie magazynować w iPhoto
Nakręcania się ciąg dalszy
Na tym samym blogu zdążyłem przeczytać też tekst o przesiadce na Maca, który podczas zbierania funduszy rozwiał moje obawy. Kiedy już przeczytałem tam wszystko co dało się przeczytać z linków trafiłem na wczytujący się wówczas minutę Mac.Chwilami.pl (obecnie najpopularniejszy blog Mac-owy AppleBlog).
[jeśli ktoś przesłałby mi screen Mac.Chwilami.pl z początku 2007 roku do umieszczenia go w to miejsce, byłbym wdzięczny
]
Stamtąd przeszedłem na blog.fotogenia.info, gdzie przeczytałem niebagatelny tekst “Czy warto schylić się po nadgryzione jabłko”.

Kolejnym odwiedzonym blogiem była Pestka z Jabłkiem (dziś Macabra). Sukcesywnie poszerzałem swoje zakładki o nowe adresy: M@kowiec, MójMac.pl, MyApple i regularnie odwiedzałem je czytając coraz to nowsze informacje ze świata Apple. Niestety podobnie jak większość PC-towców nie wiedziałem co to są kanały RSS i jak produktywnie z nich korzystać. Odwiedzałem te strony wchodząc na każdą z osobna po kilka razy dziennie, ale naprawdę warto było.
Oprócz czytania blogów obejrzałem wszystkie możliwie Mac-owe klipy na YT z sufiksem …unboxing. To głębiej utwierdzało mnie, że to nie byle jaki sprzęt skoro jego otrzymanie i odpakowanie jest ceremonią godną uwiecznienia i opublikowania.
Naganne byłoby wtedy przegapienie keynote z WWDC’07 czy pozostałych event-ów.
Jakby nakręcania było mało, zachęcony konkursem na Appleblog, w którym do wygrania był program Disco Mac, kupiłem pierwsze wydanie “Apple OS X Tiger Poradniki dla Początkujących”. Przeczytałem je od deski do deski poszerzając tym samym wiedzę o systemie, z którym przyjdzie mi pracować i oddawać się rozrywce.
Trudne oczeeekiiiwaaanie
Rozpoczęte z końcem kwietnia odkładanie na białego MacBook-a, na którego się niesamowicie nakręciłem miało mieć finał w sierpniu, jednak już pod koniec lipca zmieniłem cel. Nowym celem był MacBook black. Można powiedzieć, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, jednak w moim przypadku codzienne (sic!) patrzenie na zdjęcia “białaska” spowodowało chyba, że już mi się opatrzył. Mimo, że do dziś uważam go za bardzo pięknego, to jednak decyzja padła na czarnego MacBook-a również z uwagi na wyższe parametry (dysk), którego wolałem, żeby mi nie zabrakło. Termin nabycia Mac-a odsunął się zatem o miesiąc.
Szybko się jednak okazało, że najnowszy system (Leopard) ma być również w języku polskim, a jego premiera ma się odbyć 26 października.

foto: apple.com
Ta sytuacja zmusiła mnie do przedłużenia oczekiwania. Bez sensu byłoby wtedy kupić Jabłko z Tigerem, wiedząc, że niedługo wyjdzie w pełni polski system. Ponieważ nie zamierzałem przestać odkładać środki, cel zmienił się kolejny raz. Tym razem na MacBooka Pro, dokładnie tego, który wcześniej był jedynie niedoścignionym obiektem moich marzeń.
Przeczytałem jego recenzję na notebookcheck.pl, tradycyjnie nie jeden raz :).

zrzut: notebookcheck.pl
Jak by tego było mało, to model ten znajduje się na szczycie listy tego serwisu, kiedy posortować ją według ocen :D. Takie coś jeszcze bardziej utwierdziło mnie w moim przekonaniu i planie.
Z pewnością wiele osób w myślach stukało się w głowę, kiedy słyszały, ile mam zamiar wydać na notebooka; “Naprawdę nie szkoda Ci?” “Już byś miał samochód za tyle…”. Nie rozumiały mojego nakręcenia, rzeczywistych potrzeb i wymagań, ale też tymi umoralnieniami nie zniechęcały mnie ;). Byłem już pewien swego, zdeterminowany i nie miałem zamiaru się poddać.
Blisko… bliżej… najbliżej…
26-go października przyszła oczekiwana przez cały “świat Mac-owy” premiera i start sprzedaży Leoparda. W Polsce nie było jeszcze długo Mac-ów z preinstalowanym Leosiem, ale okazało się Mac-i zakupione z Tigerem po 26 października zostaną objęte programem UpToDate i użytkownicy otrzymają możliwie “szybko” po zakupie nośniki z Leopardem za dopłatą 45 zł.
Ponieważ na początku listopada miałem już kwotę niezbędną na zakup MacBooka Pro, postanowiłem jeszcze zapytać Pawła Nowaka (AppleBlog), czy warto kupować teraz (listopad ‘07) Mac-a. Rozwiał moje wątpliwości pisząc, abym nie zwracał uwagi na plotki krążące o mających się pojawić nowych MacBookach (Pro). Jak widać miał rację, gdyż w styczniu’08 wyszedł MacBook Air, którego nie nabyłbym ze względu na moje wyższe wymagania dotyczące mocy, natomiast nowe MacBooki (Pro) mają zostać zaprezentowane we wrześniu (informacja niepotwierdzona).
Zaproponował mi również pomoc w zakupie, dzięki czemu 5 listopada, łapiąc się przy tym na program UpToDate, urzeczywistniłem moje marzenie, którego realizacja przebiegała pól roku! :).
Pamiętam dokładnie dzień w pracy, kiedy dzwoniłem do kuriera upewniając się czy wiezie dla mnie paczkę. Potem otrzymałem telefon z domu, że paczka już jest na miejscu.
Odpakowania nie uwieczniłem bo nie miałem czym, z resztą nie wiem czy byłbym w stanie :). Radość odebrała mi apetyt, z resztą nic więcej się oprócz zawartości paczki nie liczyło.

zdjęcie z mojego ówczesnego bloga na onet.pl
Odpakowanie i położenie MacBooka Pro na ławie było dla mnie naprawdę niezapomnianym przeżyciem, w dodatku ten zapach…
Znany jestem z tego, że prawie wszystko muszę powąchać. Jest to czasem (tzn. zawsze) śmieszne, ale tak już mam i przywiązuję do tego uwagę :). Fakt jest taki, że zapachu nowego sprzętu od Apple nie da się podrobić. Tak samo pachniała zakupiona równolegle Mighty Mouse. Tak samo pachniał też nowy iPhone i Wireless Keyboard, którą kupiłem niedawno.
Pierwsze uruchomienie nie było dla mnie niespodzianką, gdyż już jego przebieg widziałem. Niespodzianką okazała się natomiast niemożność ominięcia kroku przy wyborze domyślnej sieci bezprzewodowej. Była na liście jedna sieć zabezpieczona i nazwie “Default” a bez podania hasła do niej nie mogłem przejść dalej. Szybko zadzwoniłem do Pawła (AB), z prośbą o pomoc. Ponieważ radość z nowego nabytku ograniczała moją jasność umysłu, poradził mi żebym podłączył do zasilania ruter WiFi… o ile go mam.
Na szczęście specjalnie do użytku z Mac-iem, wyposażyłem się w Bramkę WiFi, która po podłączeniu dała niezabezpieczoną sieć o nazwie “Linksys” w zasięgu :P
Później okazało się, że jakiś mój sąsiad ma zabezpieczoną sieć o nazwie “Default” (bardzo oryginalnie! pewnie się długo zastanawiał przy jej ustawianiu :P). Gdyby nie było żadnej sieci w zasięgu, lub sieć sąsiada okazała się otwarta, pewnie przeszedłbym wtedy dalej bez zatrzymania.
Pierwsze spotkanie
Po ukończeniu wprowadzania danych i wyborze ustawień w Asystencie, zobaczyłem biurko Tigera i… właśnie, co tu zrobić, za co się wziąć? To był specyficzny moment. Tak naprawdę nie miałem do czynienia wcześniej z żadnym Mac-iem a chłonięta przez ostatnie pól roku wiedza była tylko teorią. Jednak po pierwszych pięciu minutach bezcelowego wchodzenia w preferencje, przemierzaniu teczek w Finderze i uruchamianiu kilku programów, zacząłem już na trzeźwo dostosowywać mojego Maca do moich potrzeb.
Pierwsza była regulacja gładzika, gdyż kursor myszy przesuwał się trochę za wolno jak na moje przyzwyczajenia, potem wybór polskiej klawiatury. Polonizowanie odpuściłem sobie ze względu na i tak mający nastąpić niedługo update do Leoparda.
Po skonfigurowaniu bramki WiFi. Mój “Makuś” (bo tak został mój MBP ochrzczony
z resztą chyba nawet nie przeze mnie), otworzył się na świat. Pierwszym programem jaki zainstalowałem był Adium, który okazał się lepszą alternatywą dla GG. Instalacja i konfiguracja była bajecznie prosta, mimo że ręcznie musiałem dodać wszystkie kontakty. Dzięki pisaniu ze znajomymi z GG przez Adium w jakieś 2 tygodnie nauczyłem się sprawnie pisać polskie znaki z lewym altem. Dopiero sprzedawane już od początku 2008 roku Mac-i posiadają zarówno prawy i lewy alt.



Następnego dnia w pracy, do której zabrałem dysk z używanego dotychczas PC z domu, w gotowej skonfigurowanej tam sieci, przeniosłem wszystkie swoje dane (dokumenty, zdjęcia, muzyka, filmy). Sieć w pracy jest skonfigurowana ręcznie (nie DHCP), ale odnalezienie okna tych ustawień w Mac OS nie było żadnym problemem. Dla odróżnienia w Windows Vista miejsce, gdzie wpisuje się adres IP, bramę, maskę podsieci i DNSy, przy sprzyjającym szczęściu znajdziemy chyba w jakichś 9 kliknięciach, ale średnio w 16 z uwagi na błądzenie po jakimś Centrum Sieci i czegoś tam :P. W Windows XP, jeśli mamy “Połącz z…” w Menu Start (a domyślnie nie mamy :P), dotrzemy w to miejsce po 5 kliknięciach. W Mac OS X do okna konfiguracji IP dotrzemy w 3 kliknięciach (Preferencje systemowe w dock-u –> Sieć –> Ethernet) Proste! :).
Po powrocie do domu bez zastanawiania się jak, skonfigurowałem program pocztowy mimo, że w Tigerze nie było automatycznej konfiguracji konta Gmail. Tak, to prawda, wysypał się 3 razy zanim pobrał około 500 dotychczasowych wiadomości w tym jakąś połowę z większymi lub mniejszymi załącznikami. Jednak dziś nie wyobrażam sobie korzystania z poczty w inny sposób.

Mail.app
Przeniosłem też szybko zakładki z Windowsowego na Mac-owe Safari. Szczerze mówiąc, spodziewałem się utrudnień jeśli chodzi o synchronizowanie kalendarza i kontaktów z moim ówczesnym SonyEricssonem W810i. Wystarczyło jednak tylko sparować telefon przy pomocy Asystenta Bluetooth, a potem po prostu kliknąć w iSync przycisk “mielenia” (synchronizacji
), by po chwili zobaczyć wszystkie kontakty w Książce Adresowej a zaplanowane zadania w iCal-u.

iSync.app
Ciekaw bylem też jak Mac zareaguje na mojego pendrive, ale nic szczególnego się nie stało. Zamontował się ekspresowo na biurku, BEZ jakichś zbędnych informacji, że go znalazł i rzekomo szuka dla niego sterowników. (Patrz: “dymki dezinformacji” w Windows XP). Mighty Mouse również działa od razu (właśnie; nie po kilku sekundach, tylko natychmiast) po podłączeniu jej do komputera.
Pomyślałem, że pewnie będę musiał zrezygnować z oglądania filmów kodowanych w DivX itp. Nic z tych rzeczy. Instalacja niektórych dodatków, o jakich czytałem wcześniej nie była żadnym problemem. Z pomocą przyszedł Perian, dzięki któremu można oglądać filmy kodowane w różnych egzotycznych formatach. W przypadku typowo Windowsowych formatów AVI i WMV, wystarczyło zainstalować Flip4Mac i już można je oglądać w QuickTime. Do formatu rmvb używam Real Player for Mac, który w porównaniu z Windowsowym, nie jest jakimś ciężkim kombajnem, który oprócz tego że wyświetla sprawnie filmy, niczego nie psuje, nie wyświetla jakichś dziwnych alertów i nie obciąża komputera.
Z komputerem otrzymałem pakiet iLife, z którego po prostu da się korzystać i robi się to z przyjemnością. Dostarczono równierz 30-dniowy trial iWork’08, który jest świetną alternatywą dla Windowsowego Office oraz Office 2004 for Mac, który jakoś nie przypadł mi do gustu. iWork okazał się tak świetny, że bez wahania zakupiłem licencję zaraz po upływie triala.

foto: apple.com
Dziś niespolszczony (za to z zainstalowanym w systemie CheckSpell - sprawdzanie pisowni w języku polskim) sprawdza się bardzo dobrze w codziennej pracy jak i nawet w pisaniu tego tekstu.
A propos licencji. Niesamowicie kontrastuje fakt, że na Windows (oprócz samego systemu) nie wyobrażałem sobie płacić z jakiś program. Nawet bardzo dobry, nie był moim zdaniem wart moich pieniędzy. Pocieszałem się tylko wersjami extra-basic-lite-demo albo darmowymi odpowiednikami (czytaj. Open Office, Avast Home). Jeśli chodzi o programy na Maca, to te za które trzeba zapłacić są naprawdę świetne i warte tego by na nie wydać! Poza tym co jakiś czas organizowane są promocje (MacUpdate Promo czy MacHeist), gdzie czasem można kupić paczki kilkunastu, naprawdę ciekawych programów za 10% wartości wszystkich (sic! :)).
Dziś
Obecnie jestem szczęśliwym użytkownikiem Mac-a i nie wyobrażam sobie powrotu do Windows, który dziś służy mi jedynie do grania w niektóre weekendy. Nie mam zamiaru słodzić Mac OS X ani całej tej platformie. Czemu? Po prostu nie trzeba. Nie żałuję żadnego podjętego kroku w kierunku zmiany. Dzięki niej, poznałem nowe możliwości komputera, takie jak sprawne i wygodne zarządzanie pocztą za pomocą programu pocztowego. Z innymi programami Typu Outlook czy Thunderbird jakoś mi to nie wychodziło. Poznałem w pełni co to są kanały RSS i jak z nich korzystać (NetNewsWire).

zrzut: NetNewsWire
Odzwyczaiłem się od strachu przed wirusami (mimo to nie zapomniałem co robić, aby się ustrzec wirusów pod Windows). Zacząłem dbać o bezpieczeństwo swoich danych (Time Machine). Nauczyłem się tworzenia arkusza stylów (CSSEdit), kolekcjonowania i trzymania w porządku swoich fotografii (iPhoto), efektywnego zarządzania swoim czasem i kontaktami (iCal+Książka Adresowa), wygodnego zarządzania hasłami i zabezpieczonymi notatkami (1Password). Oddałem całą słuchaną przez siebie muzykę w “ręce” biblioteki iTunes, i już nie interesuje mnie gdzie jest dany utwór na dysku (na pewno w ~\Muzyka\iTunes\, gdzie nigdy nie zaglądam). Przesłuchuję ją teraz z automatycznych list, dobierając odpowiednie kryteria ocen a nie jak wcześniej, z jakichś folderów średnio uporządkowanych. Nie męczę się jakimiś DVD Power Producerami do odtwarzania DVD. Jest po protu Odtwarzacz DVD, lub FrontRow. Przyzwyczaiłem się do pracy z 6-ścioma przestrzeniami (Spaces), dzięki czemu nawet przy uruchomieniu wielu programów jest ład na biurku.

Moje Spaces
Mam już również skompletowany zestaw widgetów w Dashboard, do których się przyzwyczaiłem a bez których na co dzień ani rusz.
No i w końcu… Gdyby nie przesiadka na Mac, nie byłoby AppleArt
Pochłonięty
Przesiadka na Mac-a niesie ze sobą pewną dolegliwość. Jest nią zarażenie się produktami Apple i innych firm produkujących akcesoria do Mac-ów. Tak jest przynajmniej w moim przypadku. Zacząłem od MacBooka Pro, potem doszedł iPhone, Apple Wireless Keyboard, a chętnie nabyłbym w celach ozdobno-praktycznych Lampkę (iMac G4).
Tylko ze względu na “Makusia” zdecydowałem się na zakup Tabletu i Griffin Elevatora oraz zewnętrznego dysku na potrzeby TimeMachine. Czasem nachodzi mnie nawet chęć kupna jakiegoś przydatnego programu, albo praktycznego gadżetu przeznaczonego dla Mac-a
Podsumowanie
Kończę ten tekst w nadziei, że rozwieję wątpliwości tych, którzy z obawami patrzą w kierunku nieznanego im jeszcze Macintosha. Na pewno każdy, kto świadomie podejmował decyzję o zmianie platformy, miał chwile słabości i wahał się, czy przesiadka nie przysporzy mu / jej więcej problemów niż korzyści. Nie znam osoby, która po takiej zmianie, dobrowolnie się wycofała wykonywać swoją pracę na PC. Jak wynika z mojej historii, na zmianę bardzo bobrze się przygotowałem, a przygotowania te były dla mnie przyjemnością. W konsekwencji spotkanie z Mac-iem nie było dla mnie niespodzianką.
Mimo, że Mac OS X to najbardziej intuicyjny system, (niemalże zgodnie z ideą: “wszystko w maksimum 3 kliknięciach”), to nie da się z miejsca zacząć z nim pracy z bagażem doświadczeń i przyzwyczajeń z Windows. Wymaga to zapoznania się z dostępnymi w sieci informacjami, zaglądnięcia na blogi prawiące o Apple.
Ponieważ, jak pisałem wcześniej, chłonięcie tej wiedzy jest przyjemnością a kolejne rozwiane obawy budują, Switch to Mac jest niesamowicie pozytywnym doświadczeniem, którego wszystkim użytkownikom PC życzę.







12 sierpień, 2008 o godzinie 03:26
Świetny tekst - gratuluję. Przesłałem linka kilku znajomym
aby im strach przesiadki zmalał, tudzież odszedł bezpowrotnie…
12 sierpień, 2008 o godzinie 08:58
Gratuluję. Pomimo tego, że takich relacji w sieci jest już trochę twój tekst czytałem z prawdziwą przyjemnością.
12 sierpień, 2008 o godzinie 21:43
Twój PRO to 15″ czy 17″?
12 sierpień, 2008 o godzinie 21:49
@martig
Potrzebowałem mobilnego, więc wybrałem 15.4″
Poza tym 17″ kosztował wtedy 12k :/
12 sierpień, 2008 o godzinie 21:49
Bardzo dobry tekst, wyczerpujący i obiektywny. Gratuluję dobrej roboty!
13 sierpień, 2008 o godzinie 00:11
Z łezką w oku czytałem. Przypomniałem sobie jak wyczekiwałem mojego Mini i usłyszałem pierwszy raz dźwięk uruchamianego komputera. Niech AppleArt się rozwija. Pozdrawiam imiennika
13 sierpień, 2008 o godzinie 10:59
Bardzo dobry tekst Przemek(poznaliśmy się na ostatnim spotkaniu w Toruniu).Dzieki temu przypomniałem sobie swoją przesiadkę.Było bardzo podobnie.Pozdrowienia.
13 sierpień, 2008 o godzinie 11:05
Kojarzę
Dzięki.
Cieszę się, że ten tekst przywołuje u Was wszystkich (Macuserów) dobre wspomnienia z własnych przesiadek.
16 sierpień, 2008 o godzinie 22:37
Świetny tekst… Dzięki za odnalezienie nowego adresu blogu Studia Macgal, Masz matrycę glossy, z ciekawości spytam?
16 sierpień, 2008 o godzinie 22:57
@ Robert
Dzięki
Tak, mam matrycę GL. Wybrałem ją ze względu na wygląd notebooka. Ściśli profesjonaliści na pewno powiedzą, że matowa jest po prostu lepsza, ale w tym wypadku jeszcze nigdy mi połysk mojej nie przeszkodził. Widać i stopień połysku jest też przemyślany przez Apple.
To maksymalny refleks jakiemu można poddać tą matrycę, dokładnie naprzeciwko okna, al jednak widać co mamy na monitorze. To nie to samo co innych notebookach, gdzie mamy lustro, przy którym praca w połączeniu z Vistą przybliża nas do wywiezienia w kaftanie
23 sierpień, 2008 o godzinie 22:22
Chciałeś screen z Mac.Chwilami.pl… Polecam
http://web.archive.org/web/*/Mac.Chwilami.pl
Może coś sobie skubniesz stamtąd. Co do Mac’a też chętnie przesiadłbym się na taki sprzecik, nie powiem, niemniej jednak ceny są dla mnie za wysokie i ostatecznie zakupiłem całkiem niedawno notebooka Toshiby z Vistą na pokładzie. Lubię ładny wizual i to chyba jedyna rzecz, która w Viście faktycznie jest (w końcu skopiowany z Mac OS X)…
24 sierpień, 2008 o godzinie 00:13
@exseerius
Dzięki, ale już tam byłem w trakcie pisania tego tekstu, choć układ jako taki jest, to grafiki brak i nie odzwierciedla widoku Mac.Chwilami z właściwego okresu.
Ze względu na wysoką cenę Maców (całkowicie jej wartych), też przymierzałem się do HP Paviliona, jednak przekonanie do Mac’a nie pozwoliło mi kupić HP-ka, za to z uporem odkładać na Jabłuszko
14 wrzesień, 2008 o godzinie 18:39
Jakbym czytał swoją własną historię… Gratulacje!
29 wrzesień, 2008 o godzinie 14:24
Widze, ze kazdy z Nas mial chyba podobne odczucia i Twoja historia jest rowniez Nasza :-))) Ja po odwiedzinach w sklepie Apple w Glasgow , prezentacji mozliwosci nowego systemy i jak latwo jest przejsc z Windows na Leopard postanowilem , ze MacBook Pro musi byc moj
Kiedy otwieralem paczke w pracy nic innego nie bylo wazne i nawet moj szef machnal na to reke , mowiac no to dzisiaj juz mamy cie z glowy
20 min. pozniej bylem juz w domu ( bo zwolnilem sie z pracy wczesniej ) i delektowalem sie moim cudownym “maczkiem”
Jedyne co moge teraz powiedziec to…. WITAJCIE PO JASNIEJSZEJ STRONIE KSIEZYCA !!!!!!!!!!!!
Pozdrawiam wszystkich.
30 wrzesień, 2008 o godzinie 08:53
Trafiłem na tego bloga przez przypadek poszukując informacji na temat iPhone’a. Powiem szczerze, że jestem trochę przerażony jednym aspektem działalności Apple: w podobny sposób próbują zawładnąć rynkiem co Microsoft na platformie PC. Zupełnie nie rozumiem dlaczego aby zainstalować program w iPhonie trzeba wykonać jailbrake’a instalując jakiegoś ananasa, czy innego kaktusa. Tzn. inaczej - rozumiem, ale niepokoi mnie to.
I tu rodzi się pytanie: na platformie PC mam wybór co do podzespołów i systemu operacyjnego. Wychodzi to zdecydowanie korzystniej za sprawą otwartości tej platformy na modyfikacje. Jeśli chodzi o Mac’a mamy już nie tylko “jedynie słuszny system”, ale również “jedynie słuszną platformę”. To tak jakby M$ dyktował jakie podzespoły mają się znaleźć w moim komputerze, dodatkowo wliczając w jego cenę koszt systemu operacyjnego. I nie ważne, że ma Aero, czy inne wodotryski - nawet jeśli z tego zrezygnuję to i tak cena sprzętu pozostanie taka sama.
30 wrzesień, 2008 o godzinie 10:22
@JJThompson
“dlaczego aby zainstalować program w iPhonie trzeba wykonać jailbrake’a instalując jakiegoś ananasa”
Nie trzeba
Dalej już nie prowadzę polemiki na temat wyższości Mac nad PC czy odwrotnie, bo dla niej jest miejsce w komentarzach pod Mac-owymi artykułami na dobreprogramy.pl. Niech tam toczy się do niczego nieprowadząca walka z udziałem osób którym chce się w niej uczestniczyć.
Ja jestem po prostu szczęśliwszy i bardziej zadowolony z Mac-a tym bardziej że sam go świadomie wybrałem. Nigdy nie życzę nikomu, tego co byłoby dla mnie niemiłe więc życzenia na samym końcu tekstu są szczere
30 wrzesień, 2008 o godzinie 10:44
“Nie trzeba :)”
No dobrze, to powiedz w takim razie ile kosztują programy w iTunes, bo jeszcze nie byłem w stanie tego wygóglać, i czy jest dostępne oprogramowanie Open Source.
“Dalej już nie prowadzę polemiki na temat wyższości Mac nad PC czy odwrotnie, bo dla niej jest miejsce w komentarzach pod Mac-owymi artykułami na dobreprogramy.pl.”
Nie uważam, że istnieje coś takiego jak “wyższość”. Raczej chodzi o wolność w wyborze oprogramowania. Czy będę mógł zainstalować Linuksa na Macu, bez użycia emulacji[wirtualizacji]?
“Niech tam toczy się do niczego nieprowadząca walka z udziałem osób którym chce się w niej uczestniczyć.”
Ale dlaczego od razu walka? Nie zamierzam nikogo nawracać, bo to nie ma sensu. Produkty Apple mają bardzo intuicyjny i estetyczny interfejs, tu muszę przyznać, ale poza tym Twój artykuł nie rozwiał moich wątpliwości. Jako wymagający konsument lubię zasięgnąć wiedzy od kogoś kto posiada produkt danej firmy zanim pójdę do sklepu i go zakupię. Z tego też powodu prosiłbym jednak rozjaśnienie kilku kwestii, które są dla mnie istotne.
Spokojnie, nie zamierzam Ci zabierać Twojego Jabłuszka ; )
“Ja jestem po prostu szczęśliwszy i bardziej zadowolony z Mac-a tym bardziej że sam go świadomie wybrałem.”
Ja również chciałbym być świadom zanim się zdecyduję na jakąkolwiek przesiadkę. Zwłaszcza, jeśli będzie to obciążone zdecydowanie wyższymi kosztami.
“Nigdy nie życzę nikomu, tego co byłoby dla mnie niemiłe więc życzenia na samym końcu tekstu są szczere.”
W co nie śmiem wątpić : )
30 wrzesień, 2008 o godzinie 11:13
Edit: iTunes, czy tam AppStore… Whtvr.
30 wrzesień, 2008 o godzinie 11:24
Aby zobaczyć ceny programów w AppStore, zapraszam do AppStore (wchodzisz przez iTunes). Może znajdzie się coś Open Source, nie zwróciłem na to uwagi :P, wybieram programy ze względu na ich użyteczność
Jeśli kosztują daną kwotę, to na pewno są jej warte.
Linux możesz zainstalować natywnie chyba, przy pomocy BootCamp (jestem daleki od Linuxa i nie gwarantuję na 100%), ale jeśli Linux ma być głównym systemem na jakim chcesz pracować, to kupowanie Mac-a raczej mija się z celem.
30 wrzesień, 2008 o godzinie 11:54
“jeśli Linux ma być głównym systemem na jakim chcesz pracować, to kupowanie Mac-a raczej mija się z celem.”
Do kogo zatem jest skierowany Mac? Jaką pracę można na nim wykonywać? Bo, że jest to komputer dla gadżeciarza wiadomo od dawna [zresztą sam to zaznaczyłeś w artykule].
Anyway, bardziej interesuje mnie iPhone, który jest ciekawie pomyślany i w zasadzie na razie dorównują mu tylko produkty HTC z tego co zdążyłem się zorientować. Tym niemniej boli brak wsparcia dla Linuksa ze strony Apple. Waham się dość mocno : )
30 wrzesień, 2008 o godzinie 12:15
Praktycznie każdą pracę można na Mac-u wykonać.
Sprawdza się w domu w pracy i w zastosowaniach profesjonalnych. Obróbka dźwięku, video, zdjęć.
Sporo znanych osób korzysta z Maca z wymiernymi skutkami
http://www.apple.com/pro/profiles/
30 wrzesień, 2008 o godzinie 15:09
“Sporo znanych osób korzysta z Maca z wymiernymi skutkami”
Jak dla mnie może na nim pracować nawet sam papież. To, że kupię Mac’a nie uczyni mnie od razu wielkim artystą - mogę nim być nawet używając narzędzi dostępnych w Linuksie, czy na Windzie. Znam pewną osobę, która robi świetne grafiki używając poczciwego Painta i zacinającej się myszki, ale to już oczywiście ekstremum.
Generalnie komputer ma być useful, a nie trendy IYKWIM ; )
30 wrzesień, 2008 o godzinie 15:29
Podesłałem Ci ten link, abyś podejrzał co te osoby wykonały na Macu a nie jak są sławne.
26 październik, 2008 o godzinie 17:16
Bardzo mi sie spodobala twoja cierpliwosc.
Super artykol. Jestem od niedawna posiadaczem appel MacBook Bialaska jak piszesz.
Mam pytanie czy to normalne ze naped optyczny jest glosny przy wkladaniu i wyjmowaniu plyty.
Dziekuje za odpowiedz. Pozdrawiam Przemek
26 październik, 2008 o godzinie 17:21
Tak, to normalne. Wyjmowanie płyty jest jeszcze znośne, ale wkładanie brzmi, jakby płyta była łamana
3 listopad, 2008 o godzinie 07:37
Moja historia jest podobna. Z tą tylko różnicą, że o Maćkach dawno wiedziałem i używałem ich czasem w szkole. W Australii (tam mieszkam). Apple jest bardziej popularny, niż w Polsce. Większość MP3-ójek to iPody oraz mamy sklep iTunes. Do zmiany preferowanych komputerów skłoniła mnie Vista. Obecnie jestem na etapie zbierania informacji na temat Apple-a, używania Safari i iTunes (łącznie ze sklepem) na Windowsie oraz zbierania na iPoda Touch 32GB.
30 listopad, 2008 o godzinie 12:03
ciekawy tekst. Moj Maczek przylatuje na poczatku stycznia ze Stanow. Nie moge sie doczekac. Choc z drugiej strony nie wiem czy poradze sobie z obsluga.Win po tylu latach tluczenia wszedl w krew,nawet jesli denerwuje. Powyzsza historia dala mi odpowiedz by zakupic iWork08 i nie bawic sie w nic innego.
30 listopad, 2008 o godzinie 12:21
@mi
Do początku stycznia jest jeszcze trochę czasu, więc na pewno nabierzesz więcej doświadczenia teoretycznego lub praktycznego, o ile masz dostęp do Maczka.
Polecam lekturę darmowego Poradnika dla początkujących prawiącego o Tigerze oraz skuszenie się na Poradnik do Leoparda w formie książki.
Do tego bardzo pomocne jest śledzenie tagu #mac na Blip-ie.
17 grudzień, 2008 o godzinie 00:32
Świetny tekst! U mnie było troszkę inaczej a mianowicie byłem w Londynie i zachodziłem do sklepu Apple na internet:) A było to niedługo przed moją osiemnastką i miałem obiecanego laptopa od rodziców. W wakacje pracowałem, nakręcałem się na MacBooka i doszedłem do porozumienia z rodzicami, że się złozymy na MB. Mówili, że już lepiej samochód za te pieniądze ale ja się uparłęm. Warto było na prawdę! Jest malutki, kupiłem router wi-fi (teraz pisze z łóżka:) teraz czekam na Air Port Express, żęby muzyk isłuchać też bezprzewodowo. Na prawde polecam! Pozdrawiam i gratuluję tekstu.
ps. Apropos otwierania i zazdrośników. Pamiętam jak dumny szedłem z tym kartonem Apple przez jedna z najbardziej ruchliwych ulic świata i ludzie patrzyli z zazdrością. Bardzo przyjemne. No i nawet za granicą polski system.
20 marzec, 2009 o godzinie 02:53
Dzięki - oszczędziłeś mi kupę czasu, który musiałabym poświęcić na tłumaczenie mojemu bratu tego wszystkiego. Biedaczek siedzi sobie w Kanadzie i co chwila melduje mi, że coś mu się wysypało w PC, albo znowu szuka jakiegoś sterownika do sprzętu, który chciałby uruchomić pod vista…… a ja nawet już nie wiem, czy on mnie czasem nie obraża!
Mniej więcej w tym samym czasie, co i Ty wyskoczyłam z okien po czym dokonałam przesiadki na Maa-chan’a (tak się u mnie nazywa iMac). Ja również wielokrotnie korzystałam z pomocy Pawła Nowaka z Appleblog.pl. Swoją drogą to dzięki jego Poradnikom nie potraktowałam śrubokrętem, lub rozprostowanym spinaczem mojego Maa-chan’a, kiedy nie potrafiłam znależć guzika wysuwającego płytę z napędu…..
Ale muszę tutaj również przyznać, że z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twój tekst i nawet kilka rzeczy zachowałam - a checkspell to nawet w trakcie czytania zainstalowałam! Do tej pory nie miałam czasu na szukanie rozwiązania problemu sprawdzania pisowni w j.polskim - po przelogowaniu mam nadzieję, że zadziała (jak wszystko inne do tej pory!).
Na codzień muszę korzystać z różnych języków - oprócz polskiego i angielskiego jest to język japoński - i tutaj trzeba koniecznie dodać informację dla tych, co podobnie jak ja - odczuwają potrzebę korzystania z różnych języków o różnych rodzajach narodowych fontów:
Maki bardzo ładnie radzą sobie z różnymi językami! Skąd to wiem? Mam przyjaciół-macantów, którzy posługują się na codzień językiem koreańskim/ chińskim/ bengalskim & angielskim…… i nikt nie paprze się z językami jak…..
mniejsza o to!
Jeszcze raz dzięki - dobry tekst! No i powodzenia - czekamy teraz na następne!
Pozdrawiam.
27 kwiecień, 2009 o godzinie 19:43
Ciekawy art, to właśnie dzięki niemu i kilku innym, zdecydowałem się w końcu na migrację z Windowsa http://ittechblog.pl/2009/04/24/z-im-a-pc-na-im-a-mac-w-jeden-dzien/
28 listopad, 2009 o godzinie 17:12
“Wiedziałem, że istnieje firma Apple, że produkuje komputery i stworzyła pierwszy graficzny interfejs użytkownika. ”
No to faktycznie mało wiedziałeś, a to co wiedziałeś to i tak prwdą nie jest
Pierwszy interface stworzył Xerox. Poza tym z pełnym szacuneczkiem tekst ciekawy.